Był sobie skrzypek Bridgetower

Pieter Claesz, Martwa natura z instrumatami muzycznymi, 1623, Musée de Louvre, Wikipedia, public domain

Czarny wirtuoz, który na przełomie XVIII i XIX wieku stał się gwiazdą europejskich salonów muzycznych, pochodził z Polski. 

Urszula Usakowska-Wolff

11 kwietnia 1789 roku na prestiżowym »Concert Spirituel« w Pałacu Tuileries w Paryżu zadebiutowało cudowne dziecko: skrzypek George Augustus Polgreen Bridgetower. Dziennik Le Mercure de France napisał o tym wydarzeniu entuzjastyczną recenzję: »Debiut młodego Murzyna z kolonii, który grał liczne koncerty skrzypcowe z wdziękiem, łatwością, precyzją i wrażliwością, które są rzadkością w tak młodym wieku (ma niespełna dziesięć lat), należy do najbardziej niezwykłych i najciekawszych. Jego zarówno prawdziwy jak i cenny talent jest najlepszą odpowiedzią, którą można udzielić filozofom, odmawiającym ludziom jego narodowości i koloru skóry prawa do wyróżniania się w sztuce«.

Czarny paź w Białej

George Bridgetower, ok. 1800, akwarela, autor nieznany. Foto: Wikipedia Commons
George Bridgetower, ok. 1800, akwarela, autor nieznany. Foto: Wikipedia Commons

Życie skrzypka-wirtuoza George’a Augustusa Polgreena Bridgetowera, który pod koniec XVIII i na początku XIX wieku zachwycał publiczność w Paryżu, Wiedniu, Londynie i Dreźnie, a potem na długi czas skazany został na zapomnienie, kryje w sobie niejedną, niewyjaśnioną do dziś tajemnicę. Nie był on jednak z pewnością »Murzynem z kolonii«. Urodził się bowiem w Polsce. Przez długi czas uważano, że miejscem jego urodzenia była Biała (dziś Bielsko-Biała) w ówczesnym zaborze austriackim. Podałam to w wątpliwość w moim tekście »Afropolak, który zachwycił Beethovena«, opublikowanym w czasopiśmie Focus Historia (30 czerwca 2012), ponieważ rodzice tego Afropolaka byli służącymi Radziwiłłów w ich rezydencji w Białej Książęcej. Moje wątpliwości były słuszne: dziś wiadomo, że wybitny skrzypek, George Augustus Polgreen Bridgetower, urodził się 13 sierpnia 1778 roku właśnie w Białej Książęcej (dziś Biała Podlaska) i został ochrzczony trzy miesięce później w tamtejszym kościele Świętej Anny jako  Hieronimo Hyppolito de Augusto. Jego matka nazywała się Maria Anna (panieńskie nazwisko Schmidt), urodziła się w 1762 roku w nieznanym miejscu i zmarła 17 września 1807 roku w Budziszynie. Być może była Łużyczanką, na pewno służącą »Taksicy«, Zofii Doroty Fryderyki z arystokratycznego rodu von Thurn und Taxis z Ratyzbony w Bawarii, poślubionej księciu Hieronimowi Wincentemu Radziwiłłowi. Ordynat klecki, podkomorzy wielki litewski i pan na Białej miał czarnego pazia, który w zależności od sytuacji nazywał się Friedrich de August albo John Frederic Bridgetower. Nie wiadomo, kiedy i gdzie się urodził, w metryce chrztu syna napisano, że w Abisynii; data i miejsce jego śmierci też są nieznane. Nazwisko Bridgetower, którym się posługiwał, mogło też sugerować, że ojciec George’a pochodził z wyspy Barbados na Małych Antylach. Niewykluczone, że był jednym z dwunastu niewolników afrykańskich, którzy w lutym 1752 roku zostali dostarczeni do magnackich włości w Białej. Kupił ich w Londynie »Okrutny Książe« Hieronim Florian Radziwiłł, ekscentryk, sadysta i tyran, miłośnik teatru i opery, a przede wszystkim kolekcjoner osobliwości. Być może Bridgetower był w jego »gabinecie kuriozów« już wcześniej, albowiem na portrecie Magdaleny z Czapskich, trzeciej żony V pana na Białej, gdański malarz Jakob Wessel uwiecznił ją w 1746 roku w towarzystwie czarnego pazia z obrożą na szyi, podającego jej koszyk kwiatów i owoców.

Jakob Wessel, Magdalena Radziwiłł z domu Czapska, 1746, Muzeum Narodowe w Warszawie. Foto: Wikipedia, Public Domain
Jakob Wessel, Magdalena Radziwiłł z domu Czapska, 1746, Muzeum Narodowe w Warszawie. Foto: Wikipedia, Public Domain
Thomas Hardy, Joseph Haydn, 1791. Royal College of Music, Museum of Instruments. Foto Wikipedia, Public Domain
Thomas Hardy, Joseph Haydn, 1791. Royal College of Music, Museum of Instruments. Foto Wikipedia, Public Domain

Wiedeński klasyk i afrykański książe

O ile polskie lata rodziny Bridgetowerów nie są wystarczająco udokumentowane i zbadane, o tyle ich późniejsze losy świadczą o tym, że udało im się wydostać z obroży bardziej lub mniej okrutnych Radziwiłłów. Na początku lat osiemdziesiątych XVIII wieku Friedrich de August został bowiem służącym, może nawet osobistym paziem księcia Miklósa Józsefa I Esterházy’ego de Galántha. W jego pałacu Esterháza w Fertöd, zwanym »węgierskim Wersalem«, działała opera, teatr lalkowy i orkiestra. Na zamku Eisenstadt w Burgenlandii odbywały się również koncerty. Nadwornym kompozytorem i wicekapelmistrzem, a od 1766 roku naczelnym kapelmistrzem rodziny Esterházych był Franz Joseph Haydn, który prawie połowę zawodowego życia spędził jako umundurowany muzyk w randze oficera dworu w letnich rezydencjach swoich protektorów. Nie uważał tego czasu za stracony. Świadczy o tym wypowiedź, cytowana przez jego przyjaciela Georga Augusta Griesingera w »Notatkach biograficznych Josepha Haydna«, które ukazały się w 1810 roku w wydawnictwie Breitkopf & Härtel w Lipsku: »Byłem odizolowany od świata, nie było w pobliżu nikogo, komu mógłbym się dać zwariować lub zadręczyć, więc musiałem stać się oryginalny«. Na elitarnym odludziu »węgierskiego Wersalu« nadworny kapelmistrz odkrył muzyczny talent małego George’a i zaczął mu udzielać lekcji. Mimo tak wspaniałego nauczyciela cudowne dziecko być może pozostałoby nieznane, gdyby nie jego obdarzony niezwykłym talentem performerskim i marketingowym ojciec. Friedrich de August Bridgetower umiejętnie budował i podsycał legendę o tym, że jest »afrykańskim księciem«. Był postacią barwną i rzucającą się w oczy, kosmopolitą i poliglotą, który podobno biegle mówił po polsku, niemiecku, węgiersku, włosku, francusku, angielsku i arabsku. Ubierał się egzotycznie, zapewne w stylu orientalno-sarmackim, który poznał na dworze Radziwiłłów w Białej. Po występach na bogatych, ale oddalonych od metropolii, dworach magnackich, postanowił wprowadzić siebie i syna na dwory królewskie. Nie ma nigdzie wzmianki o tym, że towarzyszyła im w tych podróżach Maria Anna. Wydaje się, że jej związki z mężem były dość luźne, bo prawdopodobnie na początku XIX wieku wyjechała wraz z młodszym synem Ferdinandem, który został wiolonczelistą, do Saksonii. George spotkał matkę i brata dopiero w lipcu 1802 roku w Dreźnie. W archiwum miasta Bautzen (Budziszyn) znajduje się dokument, z którego wynika, że Maria Anna Bridgetower w ostatnich latach życia była gosposią tamtejszego aptekarza Rüde.

Sir Thomas Lawrence, Charlotte Papendiek, 1789, New York, The Metropolitan Museum of Art. Foto: Wikipedia, Public Domain
Sir Thomas Lawrence, Charlotte Papendiek, 1789, New York, The Metropolitan Museum of Art. Foto: Wikipedia, Public Domai

Obfite łzy wdzięczności

Mimo odniesionych przez George’a sukcesów, Paryż w okresie tuż przed wybuchem Wielkiej Rewolucji Francuskiej nie był najlepszym miejscem do robienia kariery muzycznej, a dwór Ludwika XVI chwiał się w posadach i nie rokował nadziei na przyszłość. Dlatego ojciec Bridgetower i jego cudowne dziecko postanowili szukać szczęścia w Wielkiej Brytanii. Mrs. Charlotte Papendiek, garderobiana królowej Charlotte, małżonki Jerzego III, zanotowała w swoim pamiętniku: »W 1789 roku afrykański książe o nazwisku Bridgetower pojawił się na Zamku Windsor z zamiarem przedstawienia syna, ujmującego chłopca w wieku dziesięciu lat i dobrego skrzypka. Ich Królewskie Wysokości polecili mu, żeby wystąpił w Letnim Pawilonie, gdzie zagrał koncert Viottiego i kwartet Haydna, którego był uczniem. Obydwaj, syn i ojciec, bardzo się spodobali. Pierwszy z powodu talentu i skromności, drugi ze względu na zachwycające maniery, elegancję, znajomość wszystkich języków, piękną sylwetkę i gustowny ubiór. Wydaje się, że zdobył ogólną sympatię, bo wszyscy zabiegają o jego względy«. Trudno się dziwić, że na koncert, który odbył się na początku grudnia 1789 roku w uzdrowisku Bath, przyszło bardzo dużo ważnych osobistości, wśród nich król Jerzy III. Lokalne gazety nie szczędziły komplementów: »Młody afrykański książe, którego muzyczny talent często już był podziwiany, miał tak wielką publikę na wspaniałym koncercie, jak nikt dotychczas w tym miejscu. Obecnych było 550 osób, które zostały nagrodzone mistrzowską grą na skrzypcach i wyrażały ogólne zdumienie i sympatię dla cudownego chłopca. Jego ojciec stał na scenie i był tak wzruszony aplauzem dla syna, że obfite łzy szczęścia i wdzięczności płynęły mu z oczu«, donosił dziennik Bath Morning Post.

"A Concerto On The Violin, By Mr. Bridgetower (Son to the African Prince)", ulotka, 1796, London, British Library. Foto: Wikipedia Commons
„A Concerto On The Violin, By Mr. Bridgetower (Son to the African Prince)“, ulotka, 1796, London, British Library. Foto: Wikipedia Commons

Elegancki ojciec traci poparcie

W podobnym tonie pisał tygodnik Bath Chronicle w wydaniu z 3 grudnia: »Miłośnicy muzyki w naszym mieście dostali w ostatnią sobotę wyjątkowy smakołyk w postaci występu mistrza Bridgetowera, którego wrażliwość i gra na skrzypcach jest porównywalna do, a może nawet lepsza od najlepszych profesorów dziś i w przeszłości. Ci, co mieli szczęście go słuchać, byli zauroczeni zadziwiającymi umiejętnościami tego cudownego dziecka, – bo chłopczyk ma dopiero dziesięć lat. Jest mulatem, mówi się, że wnuczkiem afrykańskiego księcia«. Ponieważ w czasie pobytu w Bath tata Bridgetower przechadzał się wraz z synem po promenadzie w tureckim stroju, wzbudzał podziw i sensację. »Elegancki ojciec jest jednym z najdoskonalszych mężczyzn w Europie, który konwersuje biegle i z wdziękiem w wielu językach«. Jednak po ponownym występie pod koniec stycznia 1790 roku prasa nie była już tak przychylna. »Czarny książe, ojciec skrzypka, był zbyt nachalny i stracił poparcie większości dobroczyńców, co było widać w sobotni poranek na jego koncercie – przyszło niespełna 50 słuchaczy«, informował dziennik Times. Odtąd los przestał sprzyjać zanadto chyba przedsiębiorczemu »księciu«. W styczniu 1791 roku otrzymał nakaz opuszczenia Anglii.

Skandaliści równi i równiejszy

Król Jerzy IV, ok. 1811, olej na metalu, autor nieznany, Residenzmuseum im Celler Schloss. Foto: Wikipedia Common
Król Jerzy IV, ok. 1811, olej na metalu, autor nieznany, Residenzmuseum im Celler Schloss. Foto: Wikipedia Common

Oficjalnym opiekunem »cudownego chłopca« został prawdziwy książe – Walii, przyszły król Jerzy IV, czyli także o imieniu George. Był on, podobnie jak jego ojciec Jerzy III, niezrównoważony psychicznie, ponadto kobieciarzem, bigamistą, hazardzistą i poliglotą, mówiącym poza angielskim, po francusku, niemiecku i włosku. Był władcą o dużym ciężarze gatunkowym, gdyż ważył ponad 110 kilo. Znienawidzony przez lud za rozwiązły i kosztowny tryb życia, bardzo ceniony był szczególnie przez muzyków, którym stwarzał doskonałe warunki: do Londynu przyjeżdżali mistrzowie z całej Europy. Był także ulubieńcem prasy, która obszernie pisała o jego kolejnych skandalach obyczajowych i finansowych. Nie miało to jednak żadnego wpływu na zachowanie błękitnokrwistego Jerzego, który i tak robił swoje. Czasy były więc podobne do dzisiejszych, bo zawsze byli skandaliści równi i równiejsi. Po długiej nieobecności w prasie pojawił się w niej na krótko i po raz ostatni ojciec George’a. We wrześniu 1805 roku o oszustach, którzy działali w okolicach Exeter, pisał Times. Jednym z nich miał być »rzekomy czarny książe John Augustus Polgreen Bridgetower, władający swobodnie angielskim, francuskim, niemieckim, włoskim i polskim, który twierdził, że jest doradcą generała Toussainta L’Ouverture«. A przecież haitański bohater narodowy zmarł we francuskim areszcie w kwietniu 1803 roku! Nie wiadomo, jakie były dalsze losy pomysłowego »księcia«, bo po wspomnianym incydencie wszelki słuch po nim zaginął.

Milczenie mistrza

Ojciec zniknął także z życia George’a. Jego rozwojem artystycznym zajął się książe Jerzy. Dzięki niemu mógł pobierać naukę gry na skrzypcach u najlepszych nauczycieli, wśród których znaleźli się François-Hippolyte Barthélemon, wieloletni dyrygent orkiestry Opery Królewskiej, i urodzony we Włoszech chorwacki kompozytor i skrzypek-wirtuoz Ivan Mane Jarnović, znany jako Giovanni Mane Giornovichi. Dodatkowo Bridgetower studiował kompozycję u Thomasa Attwooda, organisty w Katedrze św. Pawła i profesora na Królewskiej Akademii Muzycznej w Londynie. Był też członkiem Orkiestry Królewskiej. W październiku 1807 roku wybrany został do Królewskiego Towarzystwa Muzycznego, w czerwcu 1811 roku otrzymał stopień bachelora muzyki na Uniwersytecie Cambridge. Udzielał również lekcji gry na fortepianie. W 1812 roku skomponował i opublikował mały utwór na fortepian, »Diatonica armonica«, zadedykowany swoim uczniom. Miał opinię wybitnego muzyka, a słynny angielski organista i kompozytor Samuel Wesley napisał o nim: »George Polgreen Bridgetower, którego zwykło się nazywać ‚afrykańskim księciem‘, słusznie zaliczany jest do największych mistrzów skrzypiec«. Ponieważ był często widywany w towarzystwie swojego imiennika księcia-regenta Jerzego IV, uważano go za osobę wpływową i proszono o wstawiennictwo. Od 1813 roku był członkiem Towarzystwa Filharmonii Królewskiej, z którego wystąpił na własną prośbę w 1828 roku, ponieważ zamierzał wyjechać na dłużej z Londynu. Od tamtego czasu mistrz skrzypiec milczał. Prawdopodobnie w latach dwudziestych XIX wieku ożenił się z kobietą o panieńskim nazwisku Drake, która towarzyszyła mu jako Mrs. Bridgetower w jego podróżach: w latach 1825 i 1827 do Rzymu i w 1848 roku do Wiednia i Paryża. Podobno mieli córkę, która mieszkała we Włoszech. O ostatnich latach życia George’a Polgreena Augusta nie wiadomo prawie nic, jego nazwisko nigdzie nie pojawia się w związku z muzyką. Zmarł 29 lutego 1860 roku na Victory Cottage nr 8 w dzielnicy Peckham na południu Londynu. Został pochowany na cmentarzu Kensal Green. Cały majątek, niespełna 1000 funtów, zapisał Mrs. Drake – siostrze żony. Dom, w którym mieszkał, rozebrano w 1970 roku

Dwaj panowie B

Portret Ludwiga van Beethovena z podpisem i datą "Hornemann 1803", Beethovenhaus Bonn. Foto: Wikipedia, Public Domain
Portret Ludwiga van Beethovena z podpisem i datą „Hornemann 1803“, Beethovenhaus Bonn. Foto: Wikipedia, Public Domain

Jednym z ciekawszych epizodów w życiu George’a Bridgetowera, który być może zachwiał jego wiarę w siebie, był pobyt w Wiedniu. Przyjechał tam w kwietniu 1803 roku prosto z Drezna, i ze względu na koneksje z księciem Jerzym IV i opinię skrzypka-wirtuoza był podejmowany z wielką atencją w najważniejszych magnackich kręgach. Książe Karl Lichnowsky, sponsor Ludwiga van Beethovena, przedstawił go maestro. Wiedeński klasyk rozpoczął właśnie w tym czasie pracę nad sonatą na fortepian i skrzypce nr 9 A-dur, Op. 47. Jej prapremierowe wykonanie odbyło się 24 maja 1803 roku o 8 rano w wiedeńskim parku Augarten. Na skrzypcach grał Bridgetower z Białej, na fortepianie Beethoven z Bonn. Interpretacja partii skrzypcowych tego naprędce napisanego dzieła, które wykonane zostało bez żadnych prób, tak spodobało się mistrzowi, że zawołał: »Noch einmal, mein lieber Bursch!« (Jeszcze raz, mój kochany chłopcze!). Na manuskrypcie napisał: »Sonata mulattica composta per il mulatto Brischdauer gran pazzo e compositore mulattico« (Sonata mulattica skomponowana dla mulata Brischdauera wielkiego szaleńca i kompozytora mulata). George przebywał w Wiedniu do lipca 1803 roku. Podczas jednej z suto zakrapianych biesiad rzekomo źle się wyraził o kobiecie, w której wtedy zakochany był Beethoven. Chodziło być może o hrabiankę Giuliettę Guicciardi, kolejny polski wątek w tej historii, bo urodziła się w Przemyślu. Ludwig przestał lubić »kompozytora mulata«, porwał dedykację i zadedykował wydaną dwa lata później »Sonatę« francuskiemu skrzypkowi Rodolphe’owi Kreutzerowi. Mimo że Kreutzer nigdy jej nie zagrał, bo uważał za źle skomponowaną i w ogóle mu się nie podobała, znana jest właśnie jako »Sonata Kreutzerowska«. Bridgetower gorzko żałował swoich słów. Podobno na krótko przed śmiercią powiedział: »Gdybym się wtedy tak nie zachował, moje nazwisko stałoby się nieśmiertelne«. Żyłoby wiecznie jako »Sonata Bridgetowera«.

Śladami gwiazdy

Rita Dove, 2009. Foto © Urszula Usakowska-Wolff
Rita Dove, 2009. Foto © Urszula Usakowska-Wolff

Ponieważ George Augustus Polgreen Bridgetower jest do dziś często traktowany przez naukowców jak egzotyczny przypis do historii muzyki, badaniem jego losów zajęli się ludzie pióra. Biografią artysty, któremu nie dane było w pełni wykorzystać przysłowiowych 15 minut sławy, zainteresowała się Rita Dove, afroamerykańska poetka z Charlottesville (Wirginia), uhonorowana najwyższymi nagrodami, między innymi Nagrodą Pulitzera. Przez wiele lat zbierała materiały i podążała śladami muzyka w Europie, nie wybrała się jednak do Polski. W 2009 roku w wydawnictwie W. W. Norton opublikowała ponad 200-stronicowy Rita Dove, Sonata Mulattica, wydawnictwo W.W. Nortonpoemat »Sonata Mulattica«, poświęcony karierze cudownego dziecka kreowanego na gwiazdę, która szybko wzeszła i jeszcze szybciej zgasła.

Dlaczego skrzypkowi Bridgetowerowi nie udało się na trwale odnieść sukcesu, mimo że miał po temu świetne przesłanki? To jest pytanie, na które do dziś nie ma odpowiedzi.

Text © 2012-2017 by Urszula Usakowska-Wolff. All rights reserved.
Zdjęcie nad tekstem: Pieter Claesz, Martwa natura z instrumentami muzycznymi, 1623, Musée de Louvre, Paris. Źródło: Wikipedia, Public Domain

 


Autor: Urszula Usakowska-Wolff

Ich schreibe verschiedene Sachen in mindestens zwei Sprachen. / Piszę różne słowa w conajmniej dwóch mowach.

Kommentar verfassen

Trage deine Daten unten ein oder klicke ein Icon um dich einzuloggen:

WordPress.com-Logo

Du kommentierst mit Deinem WordPress.com-Konto. Abmelden /  Ändern )

Twitter-Bild

Du kommentierst mit Deinem Twitter-Konto. Abmelden /  Ändern )

Facebook-Foto

Du kommentierst mit Deinem Facebook-Konto. Abmelden /  Ändern )

Verbinde mit %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d Bloggern gefällt das: